Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
plokin
15:35
Latem - choćby nie wiem jak było zimno i deszczowo - przed kawiarniami, restauracjami i barami muszą być stoliki. Islandczycy chyba nie wierzą w to, że mają paskudną pogodę i wmawiają sobie upały (wystawy sklepowe są pełne kostiumów kąpielowych i letnich sukienek od stycznia do grudnia). Szanujące klientów knajpy dysponują kocami i parasolkami. Jeśli siadasz na zewnątrz, a jest około pięć stopni, kelner podaje ci koc. Okrywasz się nim i pizza smakuje lepiej. A jak zacznie padać deszcz, dostajesz parasolkę, żeby do piwa nie nalało. No i piździ jak cholera, deszcz fest zacina, a ty siedzisz jak sierota - na plecach filcowy koc, w lewej ręce parasolka, w prawej kufel piwa, a w gębie marlboro.
— Mirosław Gabryś - Islandzkie zabawki
Reposted byannagretpragnieniamala-mi-w-glanachpannakiesmademoiselle-introverthormezagurskioxygeniumblackdramaprzytulankiLuukkaonebreathqazwsxedcrfvtgb
plokin
13:15
Teraz najważniejszą chwilą, która zdecyduje o losach kraju, szacha i rewolucji, jest ta, kiedy wysłany z posterunku policjant zbliża się do stojącego na skraju tłumu człowieka i podniesionym głosem każe mu iść do domu. I policjant, i człowiek z tłumu to zwykli, anonimowi ludzie, a jednak ich spotkanie ma znaczenie historyczne. Obaj są ludźmi dorosłymi, coś przeżyli, mają swoje doświadczenia. Doświadczenie policjanta: jeżeli na kogoś krzyknę i podniosę pałkę, ten zdrętwieje z przerażenia, a potem zacznie uciekać. Doświadczenie człowieka z tłumu: na widok zbliżającego się policjanta zamieniam się w strach i zaczynam uciekać. Na podstawie tych doświadczeń układamy dalszy scenariusz: policjant krzyczy, człowiek ucieka, za nim pierzchają inni, plac pustoszeje. A jednak tym razem wszystko dzieje się inaczej. Policjant krzyczy, ale człowiek nie ucieka. Stoi i patrzy na policjanta. Jest to spojrzenie czujne, jeszcze z odrobiną lęku, ale zarazem twarde i bezczelne. Tak jest! Człowiek z tłumu patrzy bezczelnie na ubraną w mundur władzę. Nie rusza się z miejsca. Potem rozgląda się dookoła, widzi spojrzenia innych. Są podobne: czujne, jeszcze z odrobiną lęku, ale już twarde i nieustępliwe. Nikt nie ucieka, mimo że policjant ciągle jeszcze krzyczy, aż w końcu przychodzi chwila, kiedy milknie i na moment zapada cisza. Nie wiemy, czy policjant i człowiek z tłumu zdali już sobie sprawę z tego, co zaszło. Że człowiek z tłumu przestał się bać i że to jest właśnie początek rewolucji. Od tego ona się zaczyna.
— Szachinszach, Ryszard Kapuściński
Reposted bymala-mi-w-glanachstolatsamotnosci
plokin
21:33
Z tysiąca form życia każdy może znać tylko jedną. Zazdrościć innym szczęścia to szaleńśtwo; nie można by się nim posłużyć. Szczęście nie bywa gotowe, trzeba je szyć na miarę.
— André Gide — Immoralista
plokin
21:31
Być może kłamstwa, do których się zmuszałem, nieco kosztowały mnie na początku; ale wkrótce zrozumiałem, iż najgorsze nawet rzeczy (choćby — na przykład — kłamstwo) są trudne do wykonania tylko wówczas, jeśli się ich nigdy nie robiło; bardzo szybko natomiast stają się łatwe, gdy się je powtarza, miłe, coraz przyjemniejsze, niebawem niemal naturalne.
— André Gide — Immoralista
plokin
21:15
Żyłem dotychczas dla siebie lub przynajmniej według siebie; ożeniłem się widząc w mojej żonie po prostu kolegę i nie zastanawiając się specjalnie nad tym, że nasz związek mógłby odmienić moje życie. I oto nareszcie zrozumiałem, że skończył się monolog.
— André Gide — Immoralista
plokin
18:39

Zupełnie pierwsza randka

Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna…

Niedziela, prawie wieczór. Dziewczyna całkiem ładna w bojaźliwy sposób, odziana gustownie, niczym urzędniczka bankowa średniego szczebla, która w weekend i na randce chce wyglądać luźniej, jakby ciągle wierzyła, że w jej życiu coś jeszcze może się wydarzyć. Twarz skupiona, usta zacięte, ręce zaplecione i cała jestem nadzieją, że okażesz się kimś, chłopaku, ale prawdę mówiąc, nie liczę na to, zbyt wielu was widziałam. A jeszcze mam czas. Jeszcze mam.

Chłopak, taki w moim wieku raczej, ale chłopak, chudy, T-shirt i trampki, chociaż włos rzednie. Napięty. Żeby ani chwili milczenia, bo niezręcznie. Bardzo się stara, opowiada o historii, demokracji, wojnach prewencyjnych, a ona udaje głupiutką i pozwala sobie tłumaczyć, cóż to takiego ta wojna prewencyjna, że Hitlera zaatakować należało w 1935 r., niemożliwe…? Ale nie zaatakowaliśmy, tak…? Wielkodusznie pozwala mu być mądrym, nie okazując znudzenia.

Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna… On tymczasem o zaletach demokracji, że prawa człowieka i wojna prewencyjna, a dziewczyna w nieskończonej swej cierpliwości pyta go, och, naprawdę w 1935 r. polska armia była silniejsza niż niemiecka?

No bo owszem, jest trochę nudziarzem, ale za to jest też całkiem inteligentny i ładnie pachnie, może jest kimś… Może nie kłamie. Może nie jest zazdrośnikiem, pijakiem, artystą, tchórzem, może nie jest wiecznym chłopcem przerażonym perspektywą kreseczek na teście ciążowym, może ma jakąś pracę, a nie „właśnie pracuje nad projektem”, może przy tym jeszcze radzi sobie w łóżku, nie pytając o pozwolenie na to czy tamto, może jakoś to będzie, może nie wyłysieje już bardziej, może zamieszkają razem u niej albo u niego, to się potem dogada, będzie taniej, może kupi jakiś pierścionek, może będzie to dziwne wesele z warszawskimi znajomymi patrzącymi z góry na dalekich krewnych spod Siedlec i Ciechanowa, z wujkiem o czerwonej twarzy żądającym „A teraz idziemy na jednego” i warszawskimi znajomymi ironicznie popierającymi te żądania; potem może jakiś kredyt na większe mieszkanie, no bo dwie pensje, może auto, żeby na wakacje, może w końcu będą kreseczki na teście, a on z kumplami uchleje się ze strachu, a potem rzeczywiście może jakoś to będzie, coś się urodzi i potem się tym urodzonym zachwycą, a potem kolejne albo nie, odsuną się od siebie albo nie, potem może on odejdzie z inną albo może ona pozna kogoś, kto w łóżku zrobi jej takie rzeczy, że ona za te rzeczy odda wszystko, te dzieci, co się urodziły, i tego miłego, łysiejącego chłopaka i jego okulary, T-shirt i trampki, bo przecież kobietom też się to zdarza.

Albo może on zginie w wypadku, albo może nikt nie zginie i nikt nie odejdzie i tak będą sobie żyć razem, a może wbrew wszystkiemu i wbrew znużeniu będą się bardzo mocno kochać i być ze sobą z miłości i płodzić dzieci z miłości i będą się kochać tak długo, jak długo ludzie się zwykle tak naprawdę bardzo, bardzo kochają, czyli ile, dziesięć lat?; a potem dalej będą się kochać, tylko już jakby trochę mniej, ale może nie zdążą się przestać kochać, oboje nie są już młodzi, ona zaraz przed trzydziestką, on już dobrze po, może teraz im się właśnie uda, bo już pozbyli się złudzeń.

„Jestem głodna chyba trochę…” – dziewczyna przerywa opowieść o zaletach demokracji. „W zasadzie… chyba, ewentualnie też bym coś chętnie… chyba przekąsił…” – chłopcu drży głos. „Tylko nie wiem, bo autobus czy tu gdzieś… Jak na Nowy Świat, bo…” .

„To ja przepraszam na chwilę…”.

„Tak, ja też muszę do toalety. To ja po tobie…” – niezgrabnie zgadza się chłopiec.

I najpierw ona idzie się wysikać, wraca, potem on idzie się wysikać i wraca. I coś się stało między nimi. Zakładają kurtki, nagle oboje jeszcze bardziej niezgrabni, niezgodni, sztywni, on ją przepuszcza, ona nie wie, więc czeka, on się uśmiecha przerażony, tacy oboje już wysikani. Po co szliście do tej toalety, po co? Tak, długo nudził o tym Hitlerze prewencyjnym, ale mogłaś nie iść do toalety, mogłaś wytrzymać, wszystko jeszcze mogło się udać, gdybyś nie poszła się wysikać, wszystko mogłoby się udać, gdybyś nie poszedł po niej, a teraz, kiedy tak obok mnie przechodzicie naznaczeni dla siebie nawzajem piętnem tego, że właśnie sikaliście, to już pewne, że nic wam się nie uda, idziecie obok tacy sztywni i smutni oboje.

Pójdą dalej do jakiejś nieudanej restauracji, bo akurat stolik, zamówią dziwną kolację, bardzo zwracając uwagę na ceny – żeby nie za drogo ani nie za tanio, ona kieliszek wina, czerwone wytrawne, on wolałby piwo, ale też weźmie wino i nie będzie miał odwagi wziąć butelki, martwiąc się, czy mu wystarczy pieniędzy na karcie, żeby wstydu nie było. Potem pochwalą jedzenie, zjedzą, udając apetyt. On znowu będzie mówił, ona będzie dalej udawać, że ją to obchodzi, potem go może nawet na pożegnanie cmoknie w policzek, on potem będzie sobie wyrzucał, wracając samotnie do domu, że znowu nie miał odwagi pocałować, bał się, czy nie odepchnie. Ty tchórzu, powie sobie do lustra w garderobie.

Jej w metrze będzie smutno, że nie pocałował, patrzeć będzie na zakochane pary, ale może jednak lepiej, tak sobie będzie myśleć, może jednak lepiej, że nie pocałował. Ale mógł przynajmniej spróbować. Może mu się nie podobałam? Pewnie mu się nie podobałam. Potem napisze esemesa do przyjaciółki, że całkiem miły ten chłopak. Przyjaciółka zapyta, całowaliście się? Na to już nie odpowie, nie dzisiaj.

On w tym czasie zajrzy do lodówki, otworzy żywca, obejrzy serial na laptopie, potem włączy porno i zaśnie bardzo smutny w powalanej pościeli.

Ona jeszcze napisze do byłego chłopaka, który jest skurwysynem, ale którego ona ciągle trochę kocha, i zaraz pożałuje, że napisała.

Jutro oboje pójdą do pracy.

***

Szczepan Twardoch – pisarz i publicysta. Jak twierdzi: „Pogodnie rozczarowany prawie wszystkim poza literaturą i miłością”. Autor powieści, m.in. „Wiecznego Grunwaldu”, wyróżnionego Nagrodą im. Józefa Mackiewicza i nominacją do Gwarancji Kultury, oraz kilku zbiorów opowiadań, m.in. „Tak jest dobrze”, nominowanego do Nagrody Literackiej Gdynia. Otrzymał Paszport POLITYKI 2012 za powieść „Morfina”. Mieszka w Pilchowicach na Górnym Śląsku.

źródło: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1568305,1,kawiarnia-literacka.read

— Szczepan Twardoch
Reposted fromcorvax corvax viawdeszczubzy wdeszczubzy
plokin
13:34
8776 84c1 404
Selexyz Bookstore, Maastricht, The Netherlands
Reposted from21gramow 21gramow
plokin
17:15
- Ja nie chcę wygody. Chcę poezji. Chcę niebezpieczeństwa. Chcę wolności. Chcę dobroci. Chcę grzechu.
— A. Huxley "Nowy wspaniały świat"
Reposted fromfrom-my-soul from-my-soul viafelicka felicka
plokin
10:59
Choć czytamy za pomocą mózgu, siedzibą artystycznych rozkoszy jest miejsce między łopatkami. Dreszczyk, który tam odczuwamy, jest z pewnością najwyższą formą emocji, jaką zdołała osiągnąć istota ludzka w procesie ewolucji czystej sztuki i czystej nauki. Czcijmy zatem te ciarki wzdłuż krzyża. Bądźmy dumni z tego, że jesteśmy kręgowcami, bo jesteśmy kręgowcami zwieńczonymi głową, w której płonie boski ogień. Mózg jest tylko przedłużeniem kręgosłupa; knot biegnie na całej długości świecy.

— Vladimir Nabokov / Wykłady o literaturze
Reposted fromOhWowButFuckYou OhWowButFuckYou viapiksele piksele
plokin
17:52
plokin
13:14
Spytała go, co może być pięknego w szarym deszczowym dniu, a on opowiadał o niuansach barw, jakie przybierze niebo, drzewa i dachy, kiedy wybiorą się na spacer po południu, o nieposkromionej potędze wzburzonego oceanu, o parasolu, który zbliży ich do siebie, gdy będą szli pod ramię, o szczęściu, jakie odczują, wracając na gorącą herbatę, o ubraniach suszących się przy kominku, o zmęczeniu, które wtedy z nich spłynie, o tym, jak będą się długo kochać, a potem pod kołdrą opowiadać sobie o swym życiu, niczym dzieci kryjące się w namiocie przed rozszalałą naturą.
— Éric-Emmanuel Schmitt, Historie miłosne
Reposted fromwanderlustgirl wanderlustgirl viafelicka felicka
plokin
11:23
Zanim kogoś ocenisz, musisz uświadomić sobie, że on nie jest tobą i że nie wszyscy ludzie na świecie mieli takie same możliwości jak ty.
— F. Scott Fitzgerald, Wielki Gatsby
Reposted frombeltane beltane viajaskier jaskier
plokin
07:07

 — Rany jedynego Boga! — powiedział Zawadzki. Wskazał ręką przed siebie i zatoczył nią koło. — Ile czasu jeszcze będą te łączki, te ludzie pod płotem, te hotele, te składki na flaszkę po pięć złotych, te tablice bumelantów, tłok w tramwajach, te kolejki po masło? Ile jeszcze czasu zakochani nie będą mieli gdzie mieszkać, ile czasu jeszcze ludzie będą rozchodzić się z sobą, bo mieszkanie, pranie, sraty-taty? Gdyby nie to, że wiem, jak było przedtem, pomyślałbym, że znalazłem się w piekle. Nie wierzę w inne piekło, ale nawet jeśli jest coś takiego, to te flaszki, te faceci pod płotem, te kolejki po mięso, dziewczyny w hotelach — to jest gorszym piekłem.
 Tadeusz podniósł głowę. Miażdżył trawę obcasem. I dopiero teraz jasno zrozumiał, że jego miłość, jego pragnienia i najświętsze słowa przepadają nie przez zdradę, rozłąkę czy śmierć, lecz przez te wszystkie małe, uprzykrzone i nędzne sprawy, o których mówił tamten człowiek.

— Marek Hłasko - Odlatujemy w niebo (1955)
plokin
06:56

 — Był kiedyś Bóg — powiedział wysoki. — Szło się tam i tam był Bóg. Lecz nie ma już Boga. Zabito Go i pogrzebano. Teraz trzeba iść samemu; przedtem był On, niewiadomy i straszny, ale szedłeś do kogoś. Teraz idzie się samemu. Nie ma tam ani bliskich, ani przyjaciół, ani wrogów. Dzisiaj już nie ma Boga. Gdyby dzisiaj zszedł na ziemię Chrystus, nie potrzeba by Go krzyżować; dziś Chrystus skonałby z głodu.

— niezawodnie optymistyczny Marek Hłasko, Dwaj mężczyźni na drodze (1955)
Reposted byasan29 asan29
plokin
08:45

Ryszard Kapuściński - Heban (Droga do Kumasi)

Wchodzimy do autobusu i zajmujemy miejsce. W tym momencie może dojść do starcia dwóch kultur, do zderzenia i konfliktu. Stanie się tak wówczas, jeżeli pasażer to przybysz, który nie zna Afryki. Człowiek taki zacznie rozglądać się, wiercić i pytać: "Kiedy odjedzie autobus?". "Jak to - kiedy?" - odpowie zdumiony kierowca. - "Kiedy zbierze się tyle ludzi, aby cały zapełnili".

Europejczyk i Afrykanin mają zupełnie różne pojęcia czasu, inaczej go postrzegają, inaczej się do niego odnoszą. W przekonaniu europejskim czas istnieje poza człowiekiem, istnieje obiektywnie, niejako na zewnątrz nas, i ma właściwości mierzalne i linearne. Według Newtona czas jest absolutny: "Absolutny, prawdziwy, matematyczny czas płynie sam przez się i dzięki swej naturze, jednostajnie, a nie zależnie od jakiegokolwiek przedmiotu zewnętrznego". Europejczyk czuje się sługą czasu, jest od niego zależny, jest jego poddanym. Żeby istnieć i funkcjonować, musi przestrzegać jego żelaznych, nienaruszalnych praw, jego sztywnych zasad i reguł. Musi przestrzegać terminów, dat, dni i godzin. Porusza się w trybach czasu, nie może poza nimi istnieć. One narzucają mu swoje rygory, wymagania i normy. Między człowiekiem i czasem istnieje nierozstrzygalny konflikt, który zawsze kończy się klęską człowieka - czas człowieka unicestwia.

Inaczej pojmują czas miejscowi, mieszkańcy tej ziemi. Dla nich czas jest kategorią dużo bardziej luźną, otwartą, elastyczną, subiektywną. To człowiek ma wpływ na kształtowanie czasu, na jego przebieg i rytm (oczywiście, człowiek działający za zgodą przodków i bogów). Czas jest nawet czymś, co człowiek może tworzyć, bo np. istnienie czasu wyraża się poprzez wydarzenia, a to, czy wydarzenie ma miejsce czy nie, zależy przecież od człowieka. Jeżeli dwie armie nie stoczą bitwy, to bitwa ta nie będzie miała miejsca (tzn. czas nie przejawi swojej obecności, nie zaistnieje).

Czas pojawia się w wyniku naszego działania, a znika, kiedy go zaniechamy albo w ogóle nie podejmiemy. Jest to materia, która pod naszym wpływem może zawsze ożyć, ale popadnie w stan hibernacji i nawet nie-bytu, jeżeli nie udzielimy jej naszej energii. Czas jest istnością bierną, pasywną i przede wszystkim - zależną od człowieka.

Całkowita odwrotność myślenia europejskiego.

W przełożeniu na sytuacje praktyczne oznacza to, że jeżeli pojedziemy na wieś, gdzie miało po południu odbyć się zebranie, a na miejscu zebrania nie ma nikogo, bezsensowne jest pytanie: "Kiedy będzie zebranie?". Bo odpowiedź jest z góry wiadoma: "Wtedy, kiedy zbiorą się ludzie".

Toteż Afrykanin, który wsiada do autobusu, nie pyta, kiedy autobus odjedzie, tylko wchodzi, siada na wolnym miejscu i od razu zapada w stan, w jakim spędza znaczną część swojego życia - w stan martwego wyczekiwania.

(cały rozdział)

Reposted byorestesgaolinojtamjointskurwysynunsteadyshyaynisdeath-is-my-friendzoraxptasheqdieselmowerthefirstdrop
plokin
16:06
Nie jest to więc książka o Afryce, lecz o kilku ludziach stamtąd, o spotkaniach z nimi, czasie wspólnie spędzonym. Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy - Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje.
— Ryszard Kapuściński - Heban (wstęp)
Reposted byfelickamadrealityanorexianervosaorestesgaolinwersjakieszonkowaune-raconteuse
plokin
17:02

Obudzili się o świcie tak mocno przytuleni do siebie, iż pierwszym uczuciem , jakiego doznali, było zdziwienie, że całą noc spali twardym i zdrowym snem, w którym nie przeszkadzała im bliskość. Chłopak poruszył się i podniósł na łokciu; patrzył przez chwilę na dziewczynę gorącymi oczyma, potem rzekł:

— Powiedz coś głośno, jeśli to wszystko naprawdę.

Dziewczyna roześmiała się. Objęła jego głowę nagimi ramionami i przytuliła go do siebie; była ciepła jak chleb. Przez chwilę słuchał twardego bicia jej serca, potem ona rzekła bardzo cicho:

—Myślisz, że to sen.

—Nic nie wiem — rzekł. — Ty nie wiesz, ile razy przez całą noc byłaś ze mną, mówiłaś do mnie, śmiałaś się do mnie; wyznawałaś mi takie rzeczy, o których marzyłem, a kiedy przychodziło rano i budziłem się, widziałem obok siebie puste miejsce.

— Najświętsze słowa naszego życia, Hłasko
Reposted fromNoemiJustine NoemiJustine viaiwell iwell
plokin
23:06
W Europie, powiedział, uczyli mnie, że front to okopy i zasieki, które tworzą wyraźną i wiadomą linię. Front na rzece, wzdłuż drogi albo od wioski do wioski. Można to wykreślić ołówkiem na mapie, można pokazać palcem w terenie. A tutaj front jest wszędzie i nigdzie. Ta ziemia jest zbyt wielka, a ludzi zbyt mało, żeby istniał liniowy front. To świat dziki i nie urządzony, trudno z nim współżyć. Nie ma wody, bo tu dużo pustyń. Nie można dłużej zatrzymać się tam, gdzie nie ma źródeł, a źródło od źródła daleko. Tu, gdzie stoimy, jest woda, a następna woda dopiero sto kilometrów dalej. Każdy oddział trzyma się swojej wody, bo inaczej zginie. Jeżeli między jedną wodą a drugą jest sto kilometrów odległości, to ta przestrzeń jest niczyja, nikogo tam nie ma. Więc front u nas nie jest liniowy, tylko punktowy i w dodatku ruchomy. Są setki frontów, bo są setki oddziałów. Każdy oddział jest frontem, potencjalnym frontem. Jeżeli nasz oddział zderzy się z oddziałem przeciwnika, to dwa potencjalne fronty zamienią się we front realny: następuje bitwa. Teraz jesteśmy trzyosobowym frontem potencjalnym, który zmierza na północ. Jeżeli wpadniemy w zasadzkę, staniemy się frontem realnym. To jest wojna zasadzek. Na każdej drodze, w każdym miejscu może być front. Można objechać ten kraj i wyjść cało, a można zginąć na najbliższym metrze. Nie ma zasady, nie ma metody. Wszystko zależy od szczęścia i przypadku. Jest wielki bałagan na tej wojnie. Nikt dokładnie nie orientuje się w sytuacji.
— Ryszard Kapuściński - Jeszcze dzień życia
Reposted bywolfboys wolfboys
plokin
23:05
3513 7169
Nie wiem, czy zdarzył się kiedyś wypadek, żeby całe miasto przepłynęło ocean, ale tym razem tak właśnie było. Miasto wypłynęło w świat, w poszukiwaniu swoich mieszkańców. Byli to dawni mieszkańcy Angoli, Portugalczycy, którzy rozproszyli się po Europie i Ameryce. Część z nich udała się do Południowej Afryki. Wszyscy oni wyjechali z Angoli w pośpiechu, uciekając przed pożogą wojenną, przekonani, że w kraju tym nie będzie więcej życia i że pozostaną tylko cmentarze. Ale zanim wyjechali, zdążyli jeszcze zbudować w Luandzie drewniane miasto, do którego zapakowali wszystko, co było w mieście kamiennym. Na ulicach pozostało tylko tylko tysiące samochodów pokrytych kurzem, które zjadała rdza. Pozostały też mury, dachy, asfalt na jezdniach i żelazne ławki na bulwarze.

Ryszard Kapuściński - Jeszcze dzień życia
plokin
14:37
Byli w sobie zakochani. Bez przerwy wymieniali małe prezenty: ciekawe widoki za oknem, zabawne albo pouczające fragmenty lektury, przypadkowe wspomnienia.
— Kurt Vonnegut - Kocia kołyska
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl